Zwiedzanie Lizbony z dziećmi
Przyjemności dla małych i dużych

Jak „ugryźć” Lizbonę zwiedzając ją z dzieciakami? Gdzie się wybrać i co zobaczyć, żeby wakacje w mieście były przyjemne i ciekawe zarówno dla młodszych uczestników wyprawy, jak i dorosłych? Postanowiłam, że na te pytania nie będę odpowiadać sama, ale zasięgnę rady eksperta. Zaprosiłam do współpracy dziecko – dwunastoletniego Franka, który spędził w Lizbonie 2 tygodnie, bez rodziców, zwiedzając i oceniając przeróżne atrakcje dla dzieci. Napisaliśmy ten artykuł razem – on opisał swoje wrażenia, ja dodałam kilka praktycznych uwag z punktu widzenia dorosłego. Mamy nadzieje, że nasza praca będzie dla Was przydatna.

Zwiedzanie Lizbony z dzieckiem

FRANEK: Lizbona bardzo mi się podoba. Zaskakujące jest tutaj to, że zupełnie obcy ludzie pytali mnie skąd jestem, albo gdzie mieszkam. W Polsce nie ma takiej otwartości. Męczyło mnie ciągłe chodzenie do góry i na dół. Cieszę się, że w Poznaniu nie ma takich pagórków i stromych ulic, jak w Lizbonie. Ważna uwaga; radzę mieć kondycję, kiedy przyjeżdżasz do Lizbony!

Zoo w Lizbonie

FRANEK: Nie lubię zoo z powodu ciasnych klatek, ale w tym lizbońskim zwierzęta i ptaki mają dużo miejsca. Zoo w Lizbonie jest bardzo duże i mieszkają w nim chyba wszystkie żyjące na świecie zwierzęta. Niektóre z nich są naprawdę zabawne. Lemury śmiesznie się wkurzyły i strasznie hałasowały. Widzieliśmy pokaz fok i delfinów, które robiły akrobacje i pływały z instruktorami. Bardzo podobała mi się kolejka linowa, którą było można zwiedzić cały park. Radzę wziąć aparat i zrobić kilka ładnych zdjęć.

MARIA: Wyprawa do zoo sprawiła nam obojgu dużo radości. Na miejsce dojeżdża się niebieską linią metra (stacja Jardim Zoologico). Koniecznie sprawdźcie godziny karmienia delfinów, żeby nie przeoczyć ich wspaniałych popisów. Bilety są drogie – dzieci do 11 roku życia płacą 13,50€, dorośli 19€. Uważam jednak, że to uczciwa cena, bo zoo jest bardzo duże, a większość zwierzaków ma zapewnione dość komfortowe warunki (jak na zoo, rzecz jasna). Bilet obejmuje również spektakl z delfinami oraz przejażdżkę kolejką linową wokół całego parku.

Przejażdżka tramwajem 28 i piknik w parku

FRANEK: Pewnego dnia postanowiliśmy pojechać tramwajem 28 do parku po drugiej stronie miasta na piknik. Przejażdżka tramwajem może być niesamowita, oczywiście wszystko zależy od motorniczego. Czułem się jak w roller coasterze z powodu ostrej jazy w górę i w dół. W tramwaju lepiej znaleźć miejsce do siedzenia, bo można się wywrócić. Park to dobre miejsce aby odpocząć, bo jest tam bardzo ładnie. Całkiem blisko parku są pyszne lody.

MARIA: Wycieczka tramwajem, jeśli pojechać nim z Alfamy na drugą stronę miasta, a potem wrócić pieszo do centrum, zajmuje pół dnia. Jeśli podoba Wam się pomysł z piknikiem, polecam dojechać tramwajem do przystanku Estrela. Znajduje się tam bardzo duży, śliczny park, który idealnie nadaje się do odpoczynku na trawie w cieniu drzewa. Wracając pieszo do miasta można zatrzymać się na świetne lody włoskie na Rua Nova da Piedade.

Odpoczynek pełną gębą - Ocean i plaża

FRANEK: Plaża i Ocean to idealne miejsce dla zmęczonego człowieka. Fajne w Lizbonie jest to, że Ocean jest blisko - dojazd pociągiem z centrum trwa tylko 30 min. Wypróbowaliśmy dwie plaże – w Carcavelos i Estoril. Ta w Carcavelos jest fajniejsza, bo nie ma skał i są większe fale. Plaża jest bardzo długa, ale nie bardzo szeroka. Czasem trzeba uciekać, bo fale zalewają ręcznik. Plaża to sama przyjemność. Polecam jechać tam w tygodniu, bo nie ma aż tylu osób.

Zwiedzanie Belém z dzieckiem

Do Belém, oddalonego 10 km od ścisłego centrum Lizbony warto wybrać się z dzieciakami na pewno. To tutaj Portugalscy odkrywcy zaczynali swoje podróże, a król Manuel I wybudował na ich cześć ogromny, piękny klasztor. Tu znajduje się wieża, która wyznaczała początek ryzykownych wypraw w Nieznane. Ale Belém to również miejsce, gdzie w przyjemny sposób dowiecie się wiele o historii Portugalii odwiedzając tamtejsze muzea. Ponieważ zobaczenie wszystkich atrakcji Belém w jeden dzień jest właściwie niemożliwe, trzeba poświęcić na nie 2 dni, lub wybrać jedną, dwie atrakcje.
Oto rekomendacje Franka:

Muzeum morskie
W muzeum morskim w pierwszej sali były posągi wielkich odkrywców i ogromna mapa odkryć geograficznych, na której można było zobaczyć, jakimi Portugalczycy pływali trasami, kiedy odkrywali Świat. W dalszej części muzeum znajdowały się repliki dawnych statków i prawdziwe stare armaty. Dalej oglądaliśmy coraz nowsze statki i broń. Dzięki temu można było porównać rozwój technologii. Brakowało mi praktycznych informacji, na przykład o tym, jaką pojemność miały łodzie, albo jak się żyło na okrętach. Dla mnie problemem było to, że opisy są tyko po portugalsku i angielsku.

Muzeum powozów
W muzeum powozów było bardzo dużo pięknych i bogato złoconych karoc, którymi jeździły ważne osobistości. Ciekawe były bardzo małe karoce dla dzieci króla. Moim zdaniem jest to idealne miejsce dla fanów starej motoryzacji. Mi jakoś nie podobało się to wszystko, może dlatego, że nie pokazano dla porównania nowszych technologii. Opisy są tylko po angielsku lub po portugalsku.

Klasztor Hieronimitów
Klasztor Hieronimitów to piękne miejsce. Został zbudowany na cześć portugalskim odkrywcom. Zdobiony jest starannie wyrzeźbionymi detalami. Podobało mi się to, że jest bardzo duży.

Wieża Odkrywców
Wieża Odkrywców to pomnik, który przedstawia wiele ważnych osobistości portugalskich. Można wejść do środka, wjechać windą na samą górę i dzięki temu zobaczyć ładne miasto w dole i ocean. Pod pomnikiem znajduje się małe muzeum, w którym wystawy trwają krótko i ciągle się zmieniają. Widzieliśmy akurat taką, przedstawiającą przyprawy przywożone z Nowego Świata i choroby, na które załoga statków często chorowała.

MARIA: Zwiedzanie Belém może być dość męczące z kilku względów. Przestrzeń, na której rozrzucone są atrakcje jest spora, wszędzie trzeba dojść pieszo, latem w ostrym słońcu. W związku z tym, że to jedna z bardziej znanych atrakcji turystycznych, zwykle bywa tam tłoczno, a ceny w restauracjach mogą być nieprzyzwoicie wysokie. Dlatego warto do wyprawy do Belém dobrze się przygotować. Pamiętajcie o kremie przeciwsłonecznym, kapeluszach, wodzie. Niezłym pomysłem jest zabranie kanapek. Klasztor Hieronimitów jest mniej tłoczny w godzinach popołudniowych, przed zamknięciem (18:30 w sezonie, 17:30 poza sezonem). Do Belém dojedziecie z Praca do Comercio tramwajem 15E.

Oceanarium - atrakcja dla całej rodziny

FRANEK: Oceanarium jest naprawdę duże. Oprócz miliona ryb widzieliśmy też wydry, pingwiny i ptaki morskie. W gigantycznej sali na środku znajduje się największe akwarium w Europie, w którym pływa bardzo dużo egzotycznych ryb, a nawet rekiny. Dziwi mnie to, dlaczego się nie zjadają w tym akwarium? Trzeba przygotować się na to, że zwiedzanie może zająć 2 do 3 godzin.

MARIA: Oceanarium znajduje się w nowoczesnej dzielnicy Lizbony – Oriente. Ciekawa jest już sama zmiana klimatu pomiędzy małymi, obdrapanymi uliczkami Alfamy, a surowością szklanych wieżowców i idealnie wypielęgnowanych parków tej luksusowej dzielnicy. Oceanarium nie jest tanie – dzieciaki płaca 11€, dorośli 17€. Jednak świetna zabawa i spora porcja informacji o morskich zwierzakach jest warta swojej ceny. Na miejsce dojedziecie metrem (czerwona linia, przystanek Oriente) lub pociągiem (ze stacji Santa Apolonia – niebieskie metro – większość pociągów zatrzymuje się na stacji Oriente).

Byki i corrida – dobry pretekst do rozmowy

„Zabawy” z bykami to nie tylko hiszpańska tradycja. Mało kto wie, ale w Portugalii corrida i Espera de Toiros – gonitwa z bykami po ulicach miasta, cieszą się niemniejszą popularnością. Corrida portugalska różni się od hiszpańskiej tym, że tutaj byki nie są zabijane na arenie.

FRANEK: Corrida odbywała się na specjalnej arenie w Lizbonie. Szedłem tam uprzedzony, bo myślałem, że to tylko męczenie zwierząt. Po obejrzeniu tego widowiska zmieniłem zdanie. To jest naprawdę sztuka i stara tradycja. Najcięższy z byków warzył 534 kg. To naprawdę dużo, więc jest to wyrównana walka. Są różne typy corridy. W części pokazu torreadorzy występują na koniach, a potem walczą z bykiem „pieszo”. Niektórzy torreadorzy byli naprawdę bardzo odważni. Najbardziej zdziwił mnie moment, kiedy jeden człowiek wspomagany przez pomocników zachęcał byka, żeby na niego szarżował, a potem złapał go za głowę i próbował zatrzymać. Niestety jeden z uczestników ucierpiał i zabrali go na noszach do karetki i do szpitala. Stwierdziłem, że to jest wielka sztuka robić byka w konia. Osobom wrażliwym odradzam oglądania tego widowiska!

MARIA: Przyznam szczerze, bałam się iść na corridę. Nie wiedziałam czego się spodziewać i czy widowisko nie będzie zbyt wstrząsające – dla Franka i dla mnie. Ale kto nie ryzykuje, ten się nie uczy. Obiecaliśmy sobie, że odłożymy uprzedzenia na bok i nie będziemy oceniać corridy, dopóki jej nie obejrzymy. To był dla nas pretekst do dyskusji o tym co drażni, a co podoba nam się w takim widowisku. Zastanawialiśmy się nad tym, czy tradycja usprawiedliwia corridę. To prawda, jest tu krew, niebezpieczeństwo i adrenalina. Nie mieliśmy jednak poczucia, że oglądamy brutalne znęcanie się nad zwierzakiem. Tak jak zauważył Franek – szanse są równe, a gra między torreadorem a rozjuszonym bykiem przypomina maestrią i gracją bardziej balet, niż boks.

FRANEK: W zabawie Espera de Toiros chodzi o to, żeby uciekać przed bykami po ulicach miasta. Na miejsce musieliśmy dojechać 30 minut pociągiem z Lizbony. Wszystkie drogi w mieście były wysypane piaskiem po to, żeby byki się nie ślizgały. Specjalnie z okazji tego święta budowane są barierki i klatki z metalu, za którymi można się schować przed szarżą byka. Ta impreza jest tyko raz w roku i wszyscy mieszkańcy Franca de Xira czekają na nią. Byki wypuszczone są z boksów i biegną ulicami na duży plac, który znajduje się na drugim końcu miasta, specjalnie ogrodzony płotami z desek i wysypany piaskiem. Tam każdy może spróbować wkurzyć byka. Mnie bawiło to, jak ludzie znajdujący się na placu uciekli przed nadbiegającym bykiem skacząc przez płoty. Jeden chłopak najpierw prowokował byka, a potem przeskoczył nad nim w bardzo widowiskowy sposób – szczupakiem nad głową zwierzaka. Trochę później byk jest wpuszczany w wygrodzone strefy w mieście i tam ludzie go drażnią, a on ich goni. Polecam znaleźć dobre miejsce do oglądania całej zabawy z bezpiecznej odległości, na przykład na wysokich barierkach. Impreza trwała do wieczora i bardzo mi się podobała.

MARIA: To widowisko, na które z pewnością warto się wybrać. Czy to jest bezpieczne? Jeśli nie wchodzi się na ulicę, żeby podrażnić byka, nic groźnego nie powinno się wydarzyć. Nie spodziewajcie się jednak wygodnych foteli, z których można obserwować wszystko z bezpiecznego oddalenia. Obóz obserwatorów trzeba założyć gdzieś na płocie i bacznie śledzić, co robią miejscowi. Oto lista portugalskich miasteczek, w których odbywają się Espera de Toiros:
• Alcochete
• Arruda dos Vinhos
• Azambuja
• Caldas da Rainha
• Chamusca
• Pinhal Novo
• Santarém
• Vila Franca de Xira

Twierdza tamplariuszy w Tomar

Tomar to miasteczko położone 140 km na północ od Lizbony. Warto tam pojechać ze względu na wspaniałą, średniowieczną twierdzę Templariuszy. Żeby cała rodzina na prawdę skorzystała z wycieczki, trzeba się do niej nieco przygotować i poczytać zarówno o Templariuszach, jak i zakonie Chrystusa, w który przedzierżgnęli się rycerze znajdując schronienie w Portugalii. Gwarantuję Wam, że dobrze opowiedziana legenda wojowniczych mnichów rozpali wyobraźnię Waszych dzieci.

FRANEK: Żeby dostać się do Tomar z Lizbony, trzeba pojechać ok 2 godzin pociągiem, ale warto poświęcić ten czas i się tam wybrać. Twierdza Templariuszy to zamek i klasztory. Jest bardzo duża i stara. Najbardziej podobała mi się sala, w której brakowało obrazów po tym, jak żołnierze Napoleona szukali pod nimi skarbu Templariuszy. Dobrze wziąć przewodnika, który oprowadzi po zamku i opowie ciekawe historie. Niestety oprowadzanie było po portugalsku i bez tłumaczenia trudno byłoby coś zrozumieć. Mi się bardzo tam podobało.

MARIA: Wycieczka do Tomar to wyprawa na cały dzień. Dojedziecie tam ze stacji Santa Apolonia. Bilety kosztują około 10€ w jedną stronę dla osoby dorosłej, dzieci z legitymacją płaca połowę mniej.