Sekrety Lizbony • Przewodnik Lizbona

Spacer z lokalnym przewodnikiem
Poznaj życie Lizbony od środka

Wszystkie mieszkamy w Lizbonie od lat, choć każdą z nas przyprowadziły tu inne drogi. Lizbona codziennie opowiada nam swoje historie obrazami, kolorami, tonami muzyki i dźwiękami szeleszczącej mowy jej mieszkańców. Z przyjemnością podzielimy się z Wami tym, czego nauczyło nas to niezwykłe miasto.

Maria

Pewnego wrześniowego dnia przyjechałam do Lizbony na kilka krótkich dni, odnaleźć słońce przed długą polską zimą. Niespodziewanie dla mnie zdarzyło się tak, że się zakochałam! Nie, wcale nie w Portugalczyku. Od pierwszego wejrzenia zakochałam się w mieście jak z baśni tysiąca i jednej nocy, jednym z tych niewidzialnych miast, które coraz trudniej odnaleźć na świecie. Przeprowadzałam się bez planu co będę robić, ani jak żyć. Pozwoliłam poprowadzić się miastu. Z zawodu jestem projektantką, skończyłam poznańską ASP. Lizbona dała mi spokój i przestrzeń, dzięki którym wróciłam do źródeł, czyli do rysowania. Lubię ukryć się w rogu kawiarni i po kryjomu szkicować moich sąsiadów z dzielnicy. Jeśli nie rysuję, to czytam. Kiedy tu zamieszkałam, zaczęłam zgłębiać fascynującą historię Portugalii i Lizbony. Pomyślałam, że to co mi sprawia taką przyjemność, może przydać się innym w odkrywaniu tego niezwykłego miasta. Tak powstały „Sekrety Lizbony”.

Karolina

Zanim przyjechałam do Lizbony pierwszy raz, kilka lat temu, już przeczuwałam, że to będzie moje miejsce. Portugalska stolica zaczarowała mnie od pierwszego spotkania, ale przenosiłam się do niej na raty. Z pochodzenia jestem krakowianką, z wykształcenia socjolożką, przez wiele lat pracowałam naukowo zagłębiając się w języki i kulturę Półwyspu Iberyjskiego. Jakiś czas temu przyjechałam tutaj robić badania na temat muzyki z Wysp Zielonego Przylądka i już zostałam. Lizbona jest dla mnie ciągłym odkryciem ze względu na swoją różnorodność kulturową. Atlantycko-melancholijny klimat saudade mieszka się z żywiołowością i energią Afryki i Brazylii. Słychać rytmy i dźwięki kilku kontynentów. To jedyne miasto, w którym zrobiłam tak wiele zdjęć mozaikowym chodnikom i fasadom kamienic wyłożonym azulejos. I w którym jest tyle pyszności, że po prostu nie da się tutaj być na diecie.

Ewa

Pochodzę z Warszawy, ale moje korzenie sięgają jeszcze bardziej na wschód - na Podlasie. Przyjechałam tutaj z sercem na dłoni, przygotowana na najlepsze. Jednak na powitanie Lizbona dała mi nieźle w kość - i to dosłownie. Pierwszy rok w Portugalii spędziłam na leczeniu poważnej kontuzji, której nabawiłam się zaraz po przyjeździe. Nadwyżki wolnego czasu spożytkowałam na rozwijaniu mojej pasji - gotowałam. W Portugalii spróbowałam i nauczyłam się gotować przedziwne rarytasy - języki dorsza i mlecze mątwy albo wyglądające jak pazurki potwora skorupiaki percebes. I tak przez żołądek Portugalia zdobyła moje serce. Moją drugą namiętnością są języki (obce, nie dorszowe). Uczyłam się już arabskiego i indonezyjskiego, baskijskiego, tureckiego. To nie znaczy, że w każdym z nich porozmawiam o poezji, ale umiem przeczytać, co jest napisane, zamienię trzy słowa. Nauka języków to, podobnie jak kuchnia, klucz do nieznanych światów i pomost rzucany między kulturami, które z pozoru wydają się odległe. Lizbona od czasów Wielkich Odkryć Geograficznych to tygiel, w którym mieszają się dialekty, zapachy, smaki i zwyczaje całego świata, a mnie ta wielość cieszy i inspiruje.